|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
INNE BLOGI
SPRAWDŹ TO, ZIOM!
TAKI SAMOTNY JESTEM
|
czwartek, 05 czerwca 2008
Cisza w eterze
Zamilkłem na czas dłuższy ostatnio... nie miałem czasu, ani ochoty na pisanie. I wciąż nie mam. Dlatego uprzedzam potencjalnych czytelników, żeby nie spodziewali się zbyt częstych aktualizacji bloga. Coś bym może posmęcił na tych łamach, ale mi się nie chce, tak bardzo, że szok...
wtorek, 25 grudnia 2007
Tribute to hot chicks
Niezwykle trudno jest przerwać po takim czasie milczenie, ale dla spragnionych wiedzy i rozrywki czytelników jestem gotów stawić czoło wyzwaniu. Myślałem, co by tu z okazji świąt zapodać, ale nic do głowy mi nie przyszło. Przyszło mi natomiast coś z zupełnie innej beczki, coś co zresztą przychodzi każdemu normalnemu chłopcu w mojej sytuacji permanentnie. Jako że blog ów - tak jakoś wyszło samo z siebie, nie ma w tym żadnego głębszego zamysłu - krąży ostatnio wokół metalowych klimatów, a myśli moje przeważnie wkoło gorących lasek, może zawrzeć to w jednym wpisie? Dobra myśl! Nie ma co zbytnio się rozpisywać, wszak metalu najlepiej się słucha, a na niunie najlepiej się patrzy (no, może nie do końca, ale zostawmy to na razie). Metalowe wokalistki rządzą - może nie zawsze dzięki umiejętnościom wokalnym, ale i tak lepsze to niż mandaryny, pomarańcze i inne brzoskwinki. SIMONE Epica - Facade of Reality
CRISTINA Lacuna Coil - Our truth z Wacken '07 gdzie miałem być i gdzie nie mnie jednak kurwa nie było ;( Video z Wacken "is no longer available"... do dupy... No to będzie z jakiegoś innego koncertu...
STEPHANIE Darkwell - Fate prisoner
and the last but not least... NINA HAGEN, która może lachonem kiedyś była, ale i tak rządzi! Tutaj z Apokaliptyką w coverze Rammsteina - Seeman. Uwielbiam tę pannę!
poniedziałek, 25 czerwca 2007
znów muzycznie i rysunkowo
Chodzą na mieście słuchy, że mój blog kształtuje gusta muzyczne niezliczonych rzesz internautów. Nie mogę dać więc plamy. Ostatnio magluję najnowszą (drugą) płytę Demons&Wizards, czyli mistrzowskiego mariażu Blind Guardiana i Iced Eartha. No, może nie taką wcale najnowszą, ale dla mnie dość świeżą. Z niej kawałek Seize the day do anime Rurouni Kenshin, czyli Samurai X.
Cała płytka trochę mnie rozczarowała. Może nawet bardziej niż trochę. Po absolutnie bezbłędnym pierwszym krążku trochę trudno, żeby było inaczej. Chciałbym przy tej okazji coś wkleić z tej poprzedniej płyty, ale musiałbym się borykać z wyborem najlepszego kawałka. Nie da rady... Przy każdym spodnie spadają z zachwytu! Ech... gdybym miał taki wokal jak Hansi, już dawno rzuciłbym szkołę i kręcił sos w szołbiznesie... Ciągnąc tymczasem wątek samurajski, poza Samurai X - The movie i seriami OAV, powstało jeszcze kilka opowieści o roninie Kenshinie, w tym okropnie długa seria telewizyjna. O ile pełnometrażówka nadawała się na bajkę dla dzieci o dobrych rycerzach i podłych sługusach hamburgera, to serial chlapie z ekranu hektolitrami juchy i nieco wprowadza zamęt w manichejskim modelu świata. Zatem muzyczka też trochę bardziej rozpierduchowa: Trail of tears - A fate sealed in red. Swoją drogą jedna z moich ulubionych pioseneczek tej kapeli, a kapela też jedna z bardziej godnych uwagi...
No dobra... nie mogę się jednak powstrzymać, żeby nie dać czegoś jeszcze Demons&Wizards. Kawałek, który mnie rozbiera zupełnie... Fiddler on the green... Bajeczka o ruchomym zamku Hauru nie wymaga też raczej nadmiernego przedstawiania, chociaż, jak dla mnie, to jeden z mniej porywających filmów Miyazakiego (co nie znaczy, że kiepski... inne zwyczajnie lepsze).
czwartek, 14 czerwca 2007
boje o bajki i bajki o boju
Nie tylko Polska wykazuje zainteresowanie podprogowymi przekazami zawartymi w bajkach. Poza przebrzmiałą już akcją forsowania nowej wersji opowieści o Ali Babie i jego czterdziestu kochasiach w Hiszpanii, do grona zmartwionych o rozwój psychiczny dziatwy dołączyła ostatnio Francja. Na cenzurowanym znalazł się tam Asterix. Komiks o dzielnym Galu sieje niemałe spustoszenie w głowach najmłodszych od wielu lat. Dziwne, że dopiero teraz organizacja Obrona dla Dzieci zwróciła nań uwagę. Będąc małym chłopcem naczytałem się tych bzdur i stąd moje skrzywienia światopoglądowe. Bombardowany z każdej strony anachronicznym i zhierarchizowanym obrazem świata stałem się podłym, skostaniałym szowinistą i ksenofobem. Asteriks to stary reakcjonista, walczący z postępem i demokracją. Ale to jeszcze nic. Obeliks to już zupełna zgroza! Głupi, wielki mięśniak i nacjonalista, bijący na każdym kroku obcokrajowców (Rzymian), traktujący kobiety przedmiotowo obskurant, troglodyta, co żre jak świnia. Patriarchalne, ksenofobiczne społeczeństwo galijskie, w którym rządzi zabobonny ciemnogród (cholera, brzmi znajomo…) uwłacza inteligenckim ideałom egalitarystycznym. Najgorsi jednak są Wikingowie. Brudni, nieogoleni, nieokrzesani nieudacznicy, co rusz zatapiani przez Galów. Nie byłoby w tym może niczego specjalnie złowrogiego, gdyby nie to, że w tej nieszczęsnej, zgnębionej bandzie jest... MURZYN! W ogóle skąd u Wikingów murzyn??? Widzieliście poza tym, jaki wyraz twarzy ma po każdorazowym spotkaniu z Galami? Nie dość, że siedzi w beczce, to jeszcze wygląda, jakby był niepokalany żadną myślą. To już koniec świata. Świata asteriksowego. Trzeba ten świat czem prędzej wyrugować ze świadomości biednych dzieci, gdyż nie przystaje zupełnie do multikulturowej, wypełnionej tolerancją rzeczywistości dzisiejszej Francji i Europy. Na Asteriksie wychowani zostali dzisiejsi francuscy wyborcy i w jeden dzień potrafili zniweczyć dziesiątki lat pracy inteligencji '68, wybierając Sarko na prezia (na czym, do diaska, wychowali się polscy wyborcy?). Choć wolność, demokracja i wszelkie prawa są dziś w Europie zagrożone, jak nigdy wcześniej, to nie wszystko jeszcze stracone. Zewrzyjmy szeregi do walki o to, by żyło nam się w tej Europie, jak w bajce... byleby tylko w tej bajce dupa służyła do srania, a kobiecą garderobę nosiły kobiety, żeby głupka można było nazywać głupkiem, jeśli głupkiem jest, choćby był transseksualnym, metyskim żydem... I oby nie przyszło nam żyć w takich bajkowych klimatach...
poniedziałek, 04 czerwca 2007
ja vs warszafka - 0:1
Wykrakałem... Ciężarówki rzeczywiście spadają z nieba ludziom na głowy. Powoduje to powstawanie guzów na czole, a te z kolei wywołują niezdrowe zaciekawienie ludzi wokół. Wprawdzie dawno już zapomniałem o tych, a także różnych innych, przykrych dolegliwościach, a Pani Doktór opukawszy mi czaszkę zapewniła, że martwić się nie ma o co, gdyż nie ma tam żadnego istotnego dla mojej egzystencji organu, sprawiłem sobie mimo wszystko ochraniacz głowowy. 1:0 dla warszafki. Przegrałem bitwę, ale to jeszcze nie koniec wojny!
środa, 23 maja 2007
cecha zmienności
Jak już wszyscy wiedzą, za sprawą publikacji w sławnym i poczytnym blogu (którego twórców przy tej okazji gorąco pozdrawiam gromkim jou), o liczbie czytelników przekraczającej liczbę mieszkańców Antiguy i Barbudy, pomnożoną przez sześcian logarytmu hiperbolicznego z trzeciej pochodnej secansa z półtora radiana, podstawową cechą naszego świata jest zmienność. Tym samym ja, jako nierozerwalny element tegoż świata, również niubłagalnie podlegam rządzącym nim prawom. Jakiś czas temu zasada zmienności przejawiła się w taki sposób, iż zacząłem zapieprzać do pracy rowerkiem. Uznałem, że sos wydawany na wachę zdecydowanie lepiej czułby się będąc wydawanym na piwo, kino i inne formy zaspokajania moich elementarnych potrzeb. Wprawdzie rano nachodzą mnie czasem niezdrowe myśli o użyciu srebrnej strzały do pełzającej teleportacji do pracy, niemniej wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą doskonale, że słynę z niebywale silnej woli, okrutnej determinacji i bezwzglednej konsekwencji, toteż pokonanie chwilowej słabości nie stanowi dla mnie większego problemu. I nie byłoby w tej całej sprawie niczego rewolucyjnego, ani ciekawego, gdyby nie fakt, że wraz ze zmianą środka lokomocji na bardziej ekonomiczny, zacząłem zauważać rzeczy, z których istnienia nie zdawałem sobie dotychczas sprawy. Tak bliskie obcowanie ze środowiskiem naturalnym naszej Pustyni Betonowej Beznadziei i Komunikacyjnej Gehenny uwrażliwia człowieka. Ale dajmy temu spokój. Innym razem napiszę sonet na cześć mojej ukochanej i przepięknej Stolicy (piszę to bez cienia nawet kpiny!). Za chwilę wychodzę z pracy i wsiadam na brykę... Tylko nas dwoje: ja i warszafka, sam na sam. Żadnych zasad. Żadnej litości. Tylko jeden zwycięzca... let's rock!
czwartek, 19 kwietnia 2007
Ech... bracia Moskale...
Euro 2012... euforia, podnieta, ekstaza, wszyscy nagle stają się kibicami, wszyscy przypisują sobie zasługi dla polskiej piłki, wszyscy twierdzą, że ani na sekundę nie zwątpili... Zostawmy to na chwilę i przenieśmy się do naszych wielkich sąsiadów... Rosyjska prasa jest wprost bezbłędna w odzieraniu rzeczywistości z hipokryzji i obłudy. ME dla Polski i Ukrainy to decyzja na wskroś polityczna! Chodzi o to, żeby wciągnąć Ukrainę w europejską strefę wpływów! Za piłką będą się uganiać w geopolitycznie znaczących miastach: w "moskalowym" Doniecku i „banderowskim” Lwowie. Czy są w tych miastach normalne stadiony? Czy mogą przyjąć tysiące kibiców? Politykierów z UEFA pytanie te interesowały w niewielkim stopniu. Wygląda na to, że zachodnim sojusznikom "pomarańczowych" skończyły się pociski do ciężkiej artylerii dyplomatycznej i swoje armaty nabijają teraz futbolówkami... Oczywiście prowodyrem całej tej afery jest... no któż by inny... Polska. To Polacy jątrzą, knują, kombinują, jak tu dosrać Rosji na każdym kroku. Polska - wierny pies łańcuchowy USA i Unii Europejskiej, gotowy drzeć na strzępy wszystkich, którzy okazują sympatię Rosji lub szanują jej interesy - też dostała od UEFA solidną kość. Polska – siewca rozpierduchy w domenie rosyjskiej, tylko czyha na okazję, żeby podbić Ukrainę, Białoruś, okraść Rosję, obalić ojca narodu – Putina etc. etc. Polska od dawna przygląda się zachodnim kawałkom Ukrainy. (...) W latach 20. ubiegłego wieku nawet je okupowała, o czym mówić nie lubi, a jak jej się o tym przypomina, natychmiast zasłania się Katyniem, niczym tarczą. A więc wszystko jasne! Zamiary Polaków zostały w jednej chwili obnażone! Teraz, jeśli po raz kolejny zostanie przyłapana na nieładnych sprawkach typu szkolenia "profesjonalnych" opozycjonistów dla obcych państw, Polska z powodzeniem będzie mogła zasłaniać się piłką, mówiąc, że przygotowuje mistrzostwa, wymianę kulturalną i humanitarny most przyjaźni. No i wszystko zaczyna trzymać się już kupy! To tylko zasłona dla nowej polityki ekspansjonizmu terytorialnego narodowo-socjalistycznego rządu polskiego, którą zapoczątkowała aneksja kawałka Czech, o czym niedawno pisałem. Fuck! Plan był tak misternie ułożony, wszystko dopięte na ostatni guzik, po cichutku mieliśmy podbić pół świata, a ci cholerni Rosjanie wszystko odkryli! Z tak bystrym i dociekliwym przeciwnikiem nie ma co się mierzyć... (cytaty z Komsomolskiej Prawdy za Gazetą Prawną) A tak poza tym podstępnie odebraliśmy Rosji szanse organizacji ME w najbliższym czasie, o co ci intensywnie zabiegają. Rozwiązanie z tej trudnej sytuacji podsuwa Rossijskaja Gazieta: Co trzeba zrobić, aby Rosja otrzymała turniej finałowy piłkarskich mistrzostw Europy? Odpowiedź: W ciągu pięciu lat spróbować zaanektować Ukrainę i Polskę... |